Paulina Młynarska: Jeżeli sami pchamy się przed obiektywy z dzieciakiem, to dla mnie jest to rodzaj handlu dziećmi

Paulina Młynarska
Paulina Młynarska fot. Bartek Sabela
Wywiad znanej aktorki o tym, że czuła się ofiarą we własnym domu poruszył wielu. Znalazła się jednak osoba, która zwraca uwagę na to, na co wielu uwagi zwrócić nie potrafiło: Co czują dzieci znanych rodziców, gdy ich domowym życiem zaczyna żyć cała Polska? W ramach mojego nowego cyklu "In your Fejs" rozmowa z dziennikarką Pauliną Młynarską.



Tomek Golonko: Napisała Pani na blogu: „Dzieci artystów są często potwornie nieszczęśliwe, samotne, opuszczone i znerwicowane”.



Paulina Młynarska: Tak. Napisałam też, że gdybym była Rzecznikiem Praw Dziecka to postulowałabym, żeby prawnie zabroniono wykorzystywania wizerunków dzieci do celów marketingowych, związanych z karierą rodziców.

T: Dlaczego?

Paulina Młynarska: Dlatego, że dziecko nawet, jeśli ma znaną mamę, czy tatę, ma prawo do prywatności i intymności. I jeżeli rodzice nie bronią prywatności dziecka powinno to zrobić prawo.

T: Ale bronić przed czym?

Paulina Młynarska: A dlaczego każdy świr w Polsce ma wiedzieć, gdzie dziecko danej gwiazdy się uczy? Dlaczego każdy kolega w szkole, czy pani nauczycielka mają wiedzieć, na jakim etapie jest jego dramat rodzinny?! Chociażby przed tym.

T: Pani broni córkę przed mediami?

Paulina Młynarska: Miałam jakiś czas temu taką historię z jednym z kolorowych pism. Udzielałam wywiadu w ramach promocji programu Miasto Kobiet, który prowadzimy z Dorotą Wellman w TVN Style. Zastrzegłam jednak, żeby nie było pytań dotyczących spraw mojej córki, bo jest osobą prywatną. Poprosiłam też, aby nie zamieszczać jej zdjęć. Redakcja zgodziła się, po czym otwieram gazetę i widzę zdjęcia Ali strzelone kiedyś przez paparazzi.

T: I?

Paulina Młynarska: Zrobiłam taką awanturę, że słychać mnie było chyba na Giewoncie! Po tej sytuacji wysłałam maila do wielu redakcji z informacją, że jak opublikują zdjęcia mojej córki, to wytoczę sprawę. Problem zniknął. Bo jak się chce bronić prywatności dziecka przypominając redakcjom, że dziecko nie jest publiczną osobą to się da. Nawet, jeśli paparazzi zrobią temu dziecku zdjęcie z mamą na jakiejś premierze, to na upublicznianie jego wizerunku powinna być zgoda. Jeszcze raz powtarzam: ja, pracując w mediach jestem osobą publiczną. Moje dziecko nie.

T: Czy w swojej ostatniej książce, „Zakopane odkopane. Lekko gorsząca opowieść góralsko-ceperska” pisze Pani o córce?

Paulina Młynarska: Nie. Jest natomiast sporo o mojej rodzinie, o naszych związkach z Zakopanem i o moim ojcu. Przed publikacją wysyłałam ojcu teksty do „klepnięcia”. Żeby powiedział, czy mogę pewne rzeczy opisać.

T: Wielu znanych nie pyta nikogo o zgodę. Udzielają wywiadów i tyle. Piszą książki. Dzieci ciągają po sesjach zdjęciowych.

Paulina Młynarska: Jeżeli sami pchamy się przed obiektywy z dzieciakiem, to dopuszczamy się nadużycia. Dla mnie to jest rodzaj handlu dziećmi.

T: Ostatnio dużo się handluje.

Paulina Młynarska: Mnie to potwornie razi. Mówi się, że jak gwiazda opowie o swoich dramatach to pomoże tym innym ludziom. Tylko przy okazji ta gwiazda sprzedaje historie dzieci. Swoich dzieci.

T: I znów dramat.

Paulina Młynarska: Tak. Bo to strasznie miesza dzieciom w głowach. Zdarza się, że syn czy córka zaczyna wierzyć, że jest taką samą gwiazdą jak rodzic. Sodówka uderza do głowy. W końcu zaczynają żyć w jakimś fikcyjnym świecie.

T: To, dlaczego nikt nie powie „Koniec, zero lansu na dzieciach”?

Paulina Młynarska: Bo istnieje przekonanie, że jak się gwiazda pojawia z dzieckiem na okładce, to się nic nie dzieje. Przecież to nie jest ani bicie, ani katowanie. Jakby jednak tak się bliżej przyjrzeć, to jest wkręcanie w życie medialne, robienie z tych dzieci małych gwiazd. To jest bardzo szkodliwe.

T: Gdzie ta szkodliwość?

Paulina Młynarska: Dzieci same nie podjęły decyzji, że będą w mediach. Ale poniosą tego konsekwencje. Jeżeli życie rodzinne staje się przedmiotem dyskusji w całej Polsce, to pamiętajmy, że dotyczy to także dzieci żyjących w tej rodzinie. One i tak przeżywają dramat w domu. Czy muszą jeszcze czytać o tym w internecie?

T: Czytają komentarze internautów.

Paulina Młynarska: Dorosły człowiek może się komentarzami nie przejąć, chociaż znam „starych wyjadaczy”, którzy płakali jak… dzieci, czytając komentarze na swój temat. Dziecko nie ma i nie może mieć takiego dystansu! Przecież to jest kształtująca się dopiero istota. Dziecko gwiazdy czyta te komentarze! Czyta o rozwodzie, o wojnie rodziców o prawa do opieki. W końcu czyta wpisy, jaka jest mama, jaki jest tata. Internauci nie mają litości. Ja nie wiem, dlaczego gwiazdy o tym nie myślą?

T: O czym?

Paulina Młynarska: O tym, że jak się sprzedaje rodzinne dramaty w mediach, swoją prywatność, to naraża się dzieci na stres.

T: Skąd Pani to wie?

Paulina Młynarska: Mam przemyślenia wywiedzione z własnych doświadczeń. To nie jest tak, że ja sobie to wzięłam z powietrza. Po pierwsze sama byłam dzieckiem artystów. Poza tym, zostałam wciągnięta do show-biznesu mając lat 15. Wiem, jakie mogą być tego skutki. To jest bardzo obciążające. I było, choć „ w moich czasach” nie było „Gali”, „Vivy!” czy „Faktu”. Moi rodzicie nie prali brudów publicznie. Ale i tak było mi trudno! Gdyby do tego doszły jeszcze publikacje w kolorowej prasie oraz hejterskie szambo, to ja nie wiem, czy bym się nie załamała psychicznie.

T: Gwiazdy przestaną lansować się na dzieciach?

Paulina Młynarska: Myślę, że nie.

T: Smutne.

Paulina Młynarska: Przerażające z perspektywy psychiki tych dzieciaków.


"In your Fejs" to cykl wywiadów przeprowadzonych z ludźmi kultury, mediów i show-biznesu na facebookowym czacie.
Trwa ładowanie komentarzy...